Taki oto artykuł znalazłem na interii:
fakty.interia.pl/(…)na-listach-wyborczych-po-do-sej…,
Artykuł dotyczy list wyborczych PO w kontekście liczby kobiet, jaka się na nich znajduje. W całym artykule znaleźć można taką oto wypowiedź Małgorzaty Kidawy-Błońskiej "Zbliżamy się do tego dobrego złotego środka 50 na 50, może w następnej kadencji.".
Przytaczam tę wypowiedź, bo na przykładzie posłanki Małgorzaty widać bardzo dobrze tok myślenia polit-poprawniaków, którzy nami rządzą. Nieważne, czy mądrzy, czy głupi, o jakich poglądach, o jakim podejściu do życia, o jakich cechach charakteru, ważne żeby kobiet i mężczyzn było 50:50! Tu akurat chodzi o listy wyborcze, ale przecież w kontekście równouprawnienia kobiet mówi się też nie raz o "takim samym dostępie do awansu, do kariery" czy nawet o "partnerskich relacjach w rodzinie". Tam feminazistki i inni polit-poprawniacy pewnie też chętnie widzieliby 50:50 niezależnie od wszystkiego. W domu pewnie wprowadzili by parytet zmywania, sprzątania i niańczenia dzieci, połowę czasu robi to kobieta, a połowę mężczyzna. Może wtedy wreszcie nikt nie mówiłby, że kobiety są w gorszej sytuacji od mężczyzn, że są dyskryminowane (choć co do tego 100% pewności nie ma, bo przecież zawsze może się znaleźć taka co to nie dostanie wybranej posady z powodu słabych kwalifikacji i powie "dyskryminacja!").
Niestety, ale mam obawy, że taka wariacka polityka może odnieść sukces, tzn. będziemy mieli wszędzie 50:50... i przy okazji jeszcze większy bajzel w kraju niż mamy.
Ech i po co to wszystko, kiedy od stuleci wiadomo, że miejsce kobiet jest w kuchni i przy dzieciach
Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.